|
wtorek, 15 maja 2012
Od serca
Jest 15 maja, rok 2012... kilkanaście miesięcy dzieli mnie od ostatniego *tutejszego* wpisu. Sześć!! Sześć lat temu pod koniec mojego stęchłego związku z mężczyzną, dzięki któremu zrozumiałam, z kim nie powinnam się wiązać, napisałam tutaj - w tym systemie - na tej stronie, o tym, że nie jest dobrze. Dziś czytam o tym, przypominam sobie dawne zapachy, obrazy i dźwięki i cieszę się, że to napisałam, bo ówczesna można powiedzieć życiowa schizma była niezwykle widoczna i bardzo intensywnie odczuwalna. Czasami wydaje mi się, że już nie umiem pisać. Po tylu miesiącach tłumaczenia (Tak w między czasie skończyłam studia i zostałam tłumaczem/lektorem.) Zmanierowały mnie umowy handlowe, warunki prowizyjne i projekty europejskie. No cóż... dorosłość i życie. Nie wiem właściwie dlaczego piszę, ale chyba... chyba chciałam WAM tutaj wszystkim powiedzieć, żebyście nie bali się marzeń - miłości - tęsknoty. Ów człowiek, który przewrócił wówczas moje życie do góry nogami - najpierw sferę duchową, która później zaraziła te pozostałe - jest cały czas obecny w moim życiu, jest go więcej i więcej. Od kilku miesięcy noszę na palcu pewien pierścionek. A nie, nie jest to pierścionek zaręczynowy - kilka miesięcy temu zamieniłam go na gładki krążek z białego złota i dożywotnią obietnicę, którą wypowiedziałam z ogromnym przekonaniem i szczerością... że Cię nie opuszczę... Wierzcie, bo warto. Miejcie marzenia, bo spełniają się, czego jestem żywym przykładem. I trzymajcie kciuki... bo najwyższy czas by Szarka została mamą.
wtorek, 16 listopada 2010
Po tylu miesiącach...
Znów chce się pisać. Moment. Jakaś dziwna myśl, iskierka, wspomnienie, zapach i znów chce się pisać. Byłam taka młoda, taka naiwna i romantyczna (zepsuta mam nadzieję nie...) do szpiku kości. A on dzwonił, dzwonił i dzwonił... te minuty były najważniejsze na całym świecie. Wtedy gadu było w pieluszkach, wtedy internet nie był jeszcze tak bardzo uzależniający, wtedy po prostu było bardziej retro. Bohaterką tego wspomnienia jest czerwona chustka, apaszka. (Kupiona tak w nawiasie, na marginesie, w Gdyni.) Prawie każdy wtedy taką miał... czerwony kwadrat, białe wzory. Zadzwonił i prosił... potrzebował na jutro, zaraz na rano, tą moją czerwoną chustkę, bo czerwony to kolor bojowy i dzięki temu wygramy. Pożyczyłam, full service... razem z zawiązaniem na głowie i komplementem, że do twarzy Ci w tym. (W czym mu wtedy do twarzy nie było. ;-) ) Ja dwa schódki wyżej, bo moich 168 przy jego 192 było czymś nie do pokonania. Nie wiem jak to robił, ale pachniał jak anioł. Po całym dniu włożył do moich rąk tą chustkę, którą wiązałam mu rano, a zwykłe dziękuję zachwyciło mnie jak lody z polewą truskawkową. Wiem, że każda wtedy chciałaby być tą jedną, od której pożyczał, do której dzwonił, mrugał, uśmiechał się... a ja to wszystko miałam! Ta czerwona chustka... leżała w mojej szafie jeszcze pół roku. Przecudnie pachniała, ale zapach z dnia na dzień, z godziny na godzinę był coraz mniej wyraźny, jakby bladł, oddalał się... Z każdym kilometrem było go przy mnie mniej. Byłam wtedy taka młoda, naiwna i o tak bardzo za wiele romantyczna... Nie było czasu na do widzenia, nie było czasu ani na cześć ani na żegnaj. Ta sprawa do dziś wisi w powietrzu.
środa, 18 lutego 2009
Kilka słów wyjaśnienia.
To miejsce zaczyna być miejscem ostrych wyładowań (kusi napisać atmosferycznych). Bywam jak burza gradowa. Jaromír Nohavica bardzo trafnie określił tą dziwną właściwość kobiecych nastrojów. "Jsi krupobití v žitném lánu" - "Jesteś jak gradobicie w żyta łanie". Czasami potrzebuję się wymamić z ogólnej destrukcji, więc wypluwam negatywne substancje i ostatnio jakoś tak się działo, że padło na niczemu winny web. Ja może jestem pokręcona i zabawna, ale to tylko pozorny obraz, strzępki myśli, niepełne zapachy i niejednoznaczne słowa. To taka autostylizacja. Zamiast złościć się, tupać nogami - po prostu za pomocą kilku szlaczków całkiem cenzuralnie bez cenzuralnych myśli wirtualnie przeklinam. Od pewnego czasu mam tylko pod górkę, ba! pod górę. Trzeba się z tym będzie jakoś uporać. Mam stanowczo za dużo słabości. ampawel: Pytałeś kiedyś jak mam na imię. A gdybyś miał zgadywać, to jakbym się nazywała? ;-))) Napisz zamyslona_szarka@gazeta.pl... może zdradzę, może nie... Ale bądź dobrej myśli. ;-))) A na deser. Psychodelia.
sobota, 14 lutego 2009
No i...
ku**** (^&%&$^#E^%*&%%^#^& Co ja komu zrobiłam? Czekam, czekam i czekam... By po kilku krótkich chwilach błogości znów czekać w nieskończoność. Pieprzę takie życie. Słyszysz życie? Pieprzę Cię! To napisałam ja - wyprowadzona z równowagi dziś chaotyczna i znerwicowana Sz.
piątek, 19 grudnia 2008
|